Wysłany: 2011-11-09, 08:38 Cry it out (CIO), czyli wypłacz się sam.
Nie wiem czy taki artykuł jest. I czy dobrze umiesciłam. Podobno warto przeczytac.
Najpierw usłyszałam, że dziecko około szóstego miesiąca powinno już przesypiać noce. Ale nie przywiązywałam do tego stwierdzenia zbyt dużej wagi, dopóki ludzie wokół nie zaczęli mnie nieustannie pytać, czy Jerzyk budzi się jeszcze w nocy? Zorientowałam się, że coś musi być nie tak, jeśli moje pięciomiesięczne dziecko nie przesypia nocy, a dzieci dumnych mam-koleżanek – owszem, i to często już od drugiego miesiąca życia. Poczułam, że to kompromituje mnie jako matkę, że może moje dziecko jest jakieś opóźnione, że nie radzę sobie z nim, że coś robię źle, nie nadążam, nie umiem. Zaczęłam szukać odpowiedzi w poradnikach. Ktoś nam polecił Tracy Hogg, która zachęcała do uczenia samodzielności noworodka od pierwszych dni życia. Znalazłam książkę „Każde dziecko może nauczyć się spać” i tam z przerażeniem wyczytałam, że moje dziecko ma zaburzenia snu – jak wiele innych niemowląt. A skoro ma zaburzenia, chciałam jak najszybciej im zaradzić. Na następnych stronach tej bestsellerowej książki była propozycja terapii. Kiedy przeczytałam, że płaczące dziecko należy zostawić w łóżeczku samotnie przez 3/5/7 minut, aż mnie zmroziło. Normalnie zrobiło mi się słabo. Przecierając oczy, jeszcze raz to przeczytałam, mając nadzieję, że źle interpretuję tekst. No i zaczął się koszmar. Jerzyk nie poddawał się. Płakał coraz intensywniej, niemal zwierzęco charczał, miałam wrażenie, że się dusi. Zagryzając zęby wmawiałam sobie, że to dla jego dobra, jednak chyba nigdy nie wytrzymałam dłużej niż 3 minuty. Nie wchodziłam do pokoju, ale czułam jak narasta we mnie coś strasznego, jakaś nieziemska agresja, miałam ochotę kogoś pobić, zabić. Tych kilka prób zaowocowało wielkim kryzysem mojej relacji z mężem. Stałam się wybuchowa i agresywna. Udręczona tym wszystkim zadzwoniłam do mojej przyjaciółki (z zawodu psychoterapeutki), która uświadomiła mi, że to jest jak najbardziej normalne: dziecko płacze, kiedy jest pozostawione samo. I dodała: „dzieci w domach dziecka nie płaczą”. To mną wstrząsnęło. Próbowałam „osierocić” własne dziecko. Poleciła mi wtedy książkę, która miała być „lepsza niż te wszystkie moje poradniki” – „W głębi kontinuum”. To nas uratowało. Nie tylko dziecko, ale myślę że i nas samych. Odetchnęłam z ulgą, że to, co na początku wydawało się normalne, właśnie takie jest. Uff!
---
Poprosiłam Kasię, żeby opisała mi historię, którą mi wcześniej opowiadała, nie po to, żeby sprawić jej przykrość, choć wiem od niej, że mimo upływu czasu, wiele emocji powróciło do niej z powrotem. Zrobiłam to, żeby pokazać, jak troskliwy i pragnący jak najlepiej dla swojego dziecka rodzic może zostać zmanipulowany naciskiem ze strony otoczenia i teoriami nie mającymi żadnego poparcia w rzeczywistości.
Począwszy od pierwszych tygodni życia rodzice bombardowani są pytaniami o to, czy ich dziecko przesypia noce, umie samodzielnie zasypiać itp. Dzieci, które wieczorem i w nocy domagają się ukojenia i bliskości albo pokarmu, które budzą się i przywołują rodziców (a takich dzieci jest większość), zostają szybko obdarzone etykietą dzieci z „zaburzeniami snu”. Do tej samej kategorii trafiają często dzieci usypiające przy piersi. Przesypianie nocy wydaje się być pierwszym milowym krokiem w rozwoju dziecka i wyznacznikiem jego rozwoju.
Aby mówić o zaburzeniach snu, warto najpierw określić, co jest normą. Od tego więc zacznę. Biologiczną normą dla gatunku homo sapiens (podobnie jak dla wielu innych ssaków) jest w pierwszej fazie życia zasypianie i spanie w bezpiecznym towarzystwie najbliższych mu osób. Normą jest także korzystanie z kojącego wpływu matczynego pokarmu, który właśnie w tym celu zawiera składniki ułatwiające zasypianie. Nie każde dziecko musi się przytulać do kogoś, żeby zasnąć, ale wiele tego potrzebuje. Zaś przesypianie całych nocy to pomysł związany z wynalezieniem elektrycznego światła. Dawniej zdarzało się, że ludzie kładli się na „pierwsze spanie” o zmierzchu a w nocy budzili się, chodzili, jedli, rozmawiali ze sobą, uprawiali seks.
James McKenna, który zajmuje się od wielu lat snem małych dzieci i ich rodziców uważa, że „…kiedy chodzi o sen, cokolwiek robi wasze dziecko, jest to normalne. Jeżeli coś jest w stanie zniszczyć radość rodziców z posiadania małego dziecka, są to ich oczekiwania dotyczące tego, jak i kiedy dziecko powinno spać”.
Ale właściwie ja wcale nie chciałam pisać o spaniu ani o karmieniu.
Chciałam o płaczu, a tak naprawdę – o więzi.
Podstawą rozwoju ludzkiego dziecka jest bezpieczne i ufne przywiązanie do swojego opiekuna. Dorosły zapewnia dziecku poczucie bezpieczeństwa, reguluje jego emocje, zaspokaja potrzeby, reaguje na sygnały ze strony dziecka. Stanowi też wzór do naśladowania i model przyszłych relacji społecznych oraz bezpieczną bazę, z której można coraz śmielej wyruszać w świat. Z drugiej strony, aby podołać trudom rodzicielstwa, które dla naszego gatunku oznacza długotrwałą i kosztowną inwestycję, dorosły zostaje obdarzony wrażliwością na przeżycia dziecka i jego wołanie o pomoc.
I oto rodzic dowiaduje się, że jego dziecko ma zaburzenia snu i powinno zostać nauczone samodzielnego zasypiania. Może ono oczywiście trochę płakać i terroryzować rodzica, dopóki (dla własnego dobra) nie nauczy się, że w nocy jest pora na spanie a rodzic też ma prawo do odpoczynku.
Oczywiście w wieku kilku miesięcy są to informacje całkowicie dla dziecka niezrozumiałe. Jego instynkt podpowiada mu, że jeśli rodzic nie reaguje na jego wezwanie, najwyraźniej zostało porzucone. Płacz dziecka wzywającego rodziców jest wołaniem o pomoc, jedynym środkiem komunikacji dostępnym tak malutkiemu dziecku. Może jest jeszcze szansa na to, że kiedyś opiekun pojawi się z powrotem, dlatego po pewnym czasie dziecko milknie, żeby nie zwracać uwagi drapieżników i zachować resztki energii jaka mu jeszcze pozostała. Bo kilkumiesięczne dziecko naprawdę nie wie, że żyje w dwudziestym pierwszym wieku i nie jest w stanie zrozumieć działania elektronicznej niani.
Kiedy dziecko przestaje płakać, jednocześnie uczy się bardzo ważnej rzeczy – i nie jest to samodzielne zasypianie. Uczy się, że kiedy woła o pomoc, nikt go nie słyszy i nie reaguje. To poddaje w wątpliwość jego podstawowe zaufanie do świata i wiarę w sens komunikacji.
Tyle mówi o ewolucji więzi nauka, bazując na analogiach pomiędzy życiem człowieka a innych gatunków. Jednak to nie wszystko – w ostatnich latach coraz mocniej zaczyna przeciwko zostawianiu płaczącego niemowlęcia samego przemawiać neuropsychologia.
Naukowcy, badający pracę dziecięcego mózgu i organizmu, odkrywają kolejne fakty:
że poziom hormonu stresu – kortyzolu – we krwi płaczącego dziecka rośnie i nie opada nawet jeśli dziecko przestanie już płakać w samotności,
że może on być na tyle wysoki, że uszkadza obszary mózgu odpowiedzialne za pamięć i regulację emocji,
że małe dzieci nie potrafią się same uspokajać, ponieważ obszary mózgu odpowiedzialne za powstawanie emocji i za ich kontrolę nie mają między sobą żadnych połączeń,
że wreszcie obraz mózgu dziecka płaczącego w samotności i dziecka odczuwającego fizyczny ból niczym się od siebie nie różnią.
W dodatku nie wszystkie dzieci równie łatwo dają się trenować. Niektóre więc milkną po jednej nocy, inne zaś przez wiele tygodni protestują, wywołując w rodzicach emocje podobne do tych opisanych przez Kasię, fundując im sytuację, której w żaden sposób nie mogę nazwać odpoczynkiem i relaksem.
I tu jest ta druga strona medalu. Nie tylko dziecko, które ma się nauczyć samodzielnego zasypiania zmienia się. Zmieniają się także jego rodzice. Wielu z nich pod wpływem stresu związanego ze słuchaniem dziecka płaczącego w drugim pokoju, uodparnia się na jego działanie, tracąc podstawowe narzędzie rodzicielskie, jakim jest empatia i wrażliwość.
Na szczęście w każdej chwili można to przerwać. W każdej chwili można postawić na wrażliwość i troskę zamiast treningu. Na budowanie zaufania dziecka i jego poczucia bezpieczeństwa nigdy nie jest za późno. Wszystkim rodzicielskim decyzjom niech towarzyszy pamięć o tym, że z dzieci, które lubią zasypiać w bliskości swoich rodziców wyrastają szczęśliwi, niezależni i świetnie radzący sobie w życiu dorośli.
Dlatego drogi rodzicu, jeśli przeczytałeś lub usłyszałeś, że twoje dziecko:
ma zaburzenia snu
nie powinno tobą manipulować
może sobie samo popłakać
jest już za duże na bycie usypianym
musi nauczyć się samodzielności
nie powinno zasypiać przy piersi
powinno być odkładane, żeby samo zasnęło,
Spokojnie możesz odpowiedzieć: My tutaj uczymy się zaufania i ładujemy akumulatory na całe przyszłe życie.
A w Szwecji, jak dzieci z rodzin patologicznych regularnie waliły kamieniami w autobus miejski, to zamiast coś z tym zrobić, władze ...zmieniły trasę autobusu. Gratuluję autorowi artykułu niezwykłej lotności umysłu. Niech no tylko przeczytają go mamy, które dadzą dziecku wszystko, byle nie robilo smutnej minki i było szczęśliwe, to już sami terroryści wyrosną
Żeby nie było; moje dzieci śpią wciąż z nami w pokoju i zasypiają też w naszej obecności. Wiedzą, że my siedzimy obok, a oni mają zasnąć. Przytulanie, głaskanie, trzymanie za rączkę jest wcześniej i nie musi być zawsze na zawołanie. Bo też w życiu nie wszystko jest na zawołanie i nie raz jeszcze kortyzol się im wydzieli w chwili stresu.
Ach, boję się takiego świata Wszystko do góry nogami, głupota rządzi i to jeszcze poparta naukowymi twierdzeniami.
A autor to pewnie nowoczesna feministka-Europejka- ekomama, propagatorka wolności w każdej sferze życia, która po czterdziestce urodziła dziecko i teraz nie wie czy ma mu kupić szamponik do włosów z naturalnych ziółek za 200 zł czy mydełko antyalergiczne za 300. Wybaczcie uszczypliwość, która zdarza mi się naprawdę rzadko, ale nie mogę jak czytam o takich trendach, choć dzieci uwielbiam i oddaję im niemal wszystko.
Informacje: Dołączyła 366 dni temu Posty: 610 Skąd: nibylandia.
Profil: Im. dziecka: Żuczek ;*
Nastrój:
Wysłany: 2011-11-09, 11:08
Skopiuję moją wypowiedź z BS, bo drugi raz mi sie nie chce produkować na ten temat
LadyBlack napisał/a:
dzieci, które lubią zasypiać w bliskości swoich rodziców wyrastają szczęśliwi, niezależni i świetnie radzący sobie w życiu dorośli.
Wszystko pięknie ładnie, ale... Poczucie bliskości jest rozumiane przez rodziców od razu jako spanie z niemowlakiem, które - okej przez pierwsze 2 mce może być wygodne (i tak seks na początku idzie w odstawkę z wiadomych powodów, więc czemu nie ), tylko po co to zaczynać skoro tak ciężko później z tego zrezygnować?
Ja brałam małą na karmienie w nocy i po karmieniu odkładałam do łóżeczka, jak mi się zdarzyło zasnąć to mama mnie budziła, bo uduszę dziecko Ekhem - trzeba przyznać, że nie wierzyła we mnie na początku
Moim skromnym zdaniem, jeśli maluch od pierwszych dni życia jest nauczony, że łóżeczko służy do spania to już jest przygotowywany do samodzielnego zasypiania I kiedy po kilku miesiącach będzie płakało, że jest głodne, czy bo mu smoczek wypadł, to nie trzeba go będzie zaraz wyciągać, albo co gorsza udawać, że się go nie słyszy... Człowiek pogłaszcze, szepnie, że już jest dobrze i też się maluch uspokoi Albo to moje dziecko jest jakieś złote Bo u nas to działało.
_________________
Stanisław Lem napisał/a:
Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów.
To co wyrosnie z mojego skoro nie zasnie jak nie będzie SAM w pokoju
Żeby to bylo takie proste powiedzieć co wyrośnie z jakiego dziecka Tego nigdy się nie wie.
Tu mowa raczej o postawach rodzicielskich. Jedno dziecko załapie spanie od razu, innemu to zajmie więcej czasu, nie ma po równo.
Ja tylko krytykuję postawę: "dam ci wszystko, zgodzę się na wszystko, tylko, maleństwo, nie płacz", bo płacz potem staje się źródłem szantażu. Dzieci robią się wtedy mądrzejsze niż rodzice Wolę: "dam ci co mogę, żebyś było mądre i szczęsliwe, być może czasem musisz zapłakać, by to osiągnąć - takie zycie"
Calineczko, Michaś jeszcze mały a ty cierpliwa i konsekwentna. Macie czas
Moja Basia od początku na dobranoc sama zasypia w łóżeczku. Smoczek, buzi, dobranoc i wychodzę z pokoju. Jutro skończy 3 miesiące i coraz rzadziej zaglądam do niej w czasie zasypiania.Oczywiście kiedyś może to się zmienić i będzie żądała ode mnie obecności,ale wtedy mam zamiar zastosować sposób, który sprawdził się u Tomka, który,gdy był starszy zasypiał przy czytanej przeze mnie bajce lub puszczanej z CD.
Poza tym Basia w ciągu dnia nie leży w swoim łóżeczku, kładę ja tam tylko na noc.
moja mama stwerdziła ze na 100% bedziemy dziecko brac do siebie. Na co ja ze nie widze potrzeby. Dziecko bedzie spac obok, w łozeczko, po to je bedzie miec. Owszem do karmienia wezme, w ciagu dnia polezec...ale aby spało z nami ? a pozniej meczyc dziecko i siebie, meza z oduczaniem ? nie dziekuje.
Ale mama jeszcze nie jestem ...wiec może jeszcze nie znam zycia
Laurel napisał/a:
"dam ci wszystko, zgodzę się na wszystko, tylko, maleństwo, nie płacz",
nie wiem jak to tez byc powinno gdy np. dziecko lezy w łozeczku i sobie tylko ciuchutko kwili. Bo znajoma mowi ze trzeba byc wyrodna mama by nie brac zaraz dziecka na rece.I ze ja sie nie znam.( chwałas Ci panie ze moje przyjaciołki takich teori mi do głowy nie wkładaja ) A ja nie rozumiem...po co to dziecko zaraz brac na ten rece ??
Jest pojedzone, nic mu nie jest, ukochane... moze wystarczy go tylko pogłaskac po buzce ?
Informacje: Wiek: 29 Dołączyła 690 dni temu Posty: 1440
Profil: Im. dziecka: Wiktoria
Nastrój:
Wysłany: 2011-11-10, 10:55
Daję mojej córce to, czego aktualnie potrzebuje. Owszem rzadko płacze.
Czy to źle?
Można mówić , że wychowuję tyrana?
Śpię z córką i ani razu przez to nie wstałam niewyspana. muszę liczyć tylko na moje uszy, bo maż nic nie słyszy jak śpi.
Gratuluję rodzicom, których dzieci śpią osobno.
Mi jakoś nie przeszkadza , ze śpię razem z Wiką. Są to przyjemne chwile. Przyjdzie czas, to się oduczy, bez płaczu. Wierzę w to.
Proszę nie atakujcie mam, które śpią z dziećmi.Bo są dwie szkoły-jedna żeby nie spać , druga, żeby spać z dzieckiem.
Ja osobiście nie mogę patrzeć jak moje dziecko płacze i dostaje to, czego chce. na razie nie umie mówić i nie zrozumie jak mu czegoś odmówię, poczuje się odrzucone i niezrozumiane.
Owszem mam problem z tym, ze nie wiem co zrobić, żeby zasypiała bez cyca w zębach, bo juz mnie bolą od tego ciamkania, ale moje dziecię smoczka nie uznaje. Nie umiem jej nauczyć zasypiac bez cycka! Nie umiem! to jestem już ta gorsza?Bo nie chcę zeby moje dziecko w nocy wyło?Raczej chcę zeby spokojnie zasnęło, nie w płaczu. Niestety moim własnym kosztem.
Informacje: Wiek: 25 Dołączyła 920 dni temu Posty: 2195
Profil: Im. dziecka: jULEK eMILEK
Nastrój:
Wysłany: 2011-11-10, 11:58
Beata napisał/a:
Mi jakoś nie przeszkadza , ze śpię razem z Wiką. Są to przyjemne chwile. Przyjdzie czas, to się oduczy, bez płaczu. Wierzę w to.
mamy podobne myslenie
poraz kolejny argumentuję tym, że dzieci tylko do jakiegoś czasu będą chciałay z nami spać, potem im przejdzie (no i tu jest ta trudność, zeby wyłapać ten moment)
Julka gdy skończyła 2 lata dostała swój pokój, w sumie bardziej do zabawy, bo owszem zasypiała ale nad ranem przychodziłą do nas, od dawna już śpi u siebie, wie, ze to jej pokoik, jej łóżko i melbelki
na to samo liczę z Emilką
teraz będzie łatwiej, bo młodsza małpuje siostrę
poza tym nie mamy juz łóżeczka w mieszkaniu,a do łżóka siostry jeszcze musi podrosnąć, myśle że początkiem wiosny zaczniemy usypiać ja w oddzielnym łóżku
Beata napisał/a:
Owszem mam problem z tym, ze nie wiem co zrobić, żeby zasypiała bez cyca w zębach, bo juz mnie bolą od tego ciamkania, ale moje dziecię smoczka nie uznaje. Nie umiem jej nauczyć zasypiac bez cycka! Nie umiem! to jestem już ta gorsza?Bo nie chcę zeby moje dziecko w nocy wyło?Raczej chcę zeby spokojnie zasnęło, nie w płaczu. Niestety moim własnym kosztem.
oj będziesz płakać jeszcze przez to, mnóstwo nerwów zjesz
można spać z dzieckiem i można je nauczyć spania bez cyca
a z butelki pije? proponuję, zeby mąż zaczął usypiać małą wieczorami
drastycznie ale skutecznie
i jeszcze jedno
wiecie jakie to uczucie budzić się z dwoma córami w łóżku? BEZCENNE
pewnie dlatego że tak rzadko
Informacje: Wiek: 25 Dołączyła 1390 dni temu Posty: 2064
Profil: Imię: Asia
Im. dziecka: Ula i Ala
Nastrój:
Wysłany: 2011-11-10, 13:00
Karoll napisał/a:
Moja Basia od początku na dobranoc sama zasypia w łóżeczku. Smoczek, buzi, dobranoc i wychodzę z pokoju. Jutro skończy 3 miesiące i coraz rzadziej zaglądam do niej w czasie zasypiania
Ala tez nauczona była zayspaiana sama w łóżeczku ale to sie szybko zmieniło, jak była juz strasza ok własnie 2-3 miesiac juz tak łatwo nie było, potrzebowała mojej obecnosci,głaskania po głowce i takie tam
teraz ucze ja zasypiac w łóżku, moja też tych co spi z mamusia
Gosiak, wiele razy ci pisałam już, to i jeszcze raz napiszę: uważam, że jesteś bardzo troskliwą mamą dla Natalki. Dyskusje i różne stanowiska różnych osób traktuj z przymrużeniem oka i nie bierz tak mocno do siebie. Po to ten temat, żeby dyskutować. Jakby się wszyscy zgadzali, to byłaby nuda na forum
To ja wklejam artykuł z internetu, alternatywne spojrzenie Ja zgadzam się z nim w 100%
Kiedy rodzi się dziecko, kobieta często najchętniej nie odstępowałaby maluszka na krok i nawet w nocy chce mieć go blisko siebie. Tymczasem psycholodzy doradzają, żeby małżeńskie łóżko zdecydowanie zostawić dla swojego partnera.
Gdy noworodek zaczyna spędzać z rodzicami niemal każdą noc, może się okazać, że w małżeńskim łóżku brakuje miejsca dla mężczyzny. Psycholodzy są jednak zgodni, że nadmierne przywiązanie matki do dziecka i zepchnięcie ojca na drugi plan, staje się powodem poważnych problemów w związku.
Mężczyzna może poczuć się nie tylko zbyteczny jako ojciec, ale nawet jako mąż i stopniowo oddalać się od rodziny. Wielu młodych tatusiów jest zwyczajnie zazdrosnych o dzieci, bo kobieta przestaje zwracać na nich uwagę. W skrajnych przypadkach taka sytuacja kończy się rozstaniem, tym bardziej jeśli trwa miesiącami, a nawet latami i nie ma już miejsca na bliskość między rodzicami.
Szczególnie matki, które karmią piersią, często śpią z maluchami. Przez pierwsze miesiące dziecko budzi się o różnych porach nocy, chce jeść albo ma kolki. A rodzic, żeby za każdym razem nie wstawać do malucha, bierze go do swojego łóżka. Mając dziecko przy sobie, może je szybciej nakarmić i utulić. Bywa nawet, że niektóre dzieci na początku życia w ogóle nie mają własnego łóżeczka, a inne korzystają z niego tylko w dzień. W skrajnych przypadkach bywa, że z rodzicami śpią dzieci w wieku przedszkolnym, czy wczesnoszkolnym.
Pozwalają im na to szczególnie wtedy, kiedy za mało czasu poświęcają pociechom w ciągu dnia. Mają złudzenie, że w ten sposób zrekompensują bark wspólnych spacerów, rozmów, czytania książeczek, czy zabaw. W ten sposób próbują zagłuszyć swoje wyrzuty sumienia. Tymczasem obecność dziecka w małżeńskim łóżku ogranicza bliskość między rodzicami, pieszczoty, wieczorne rozmowy i uniemożliwia życie seksualne. Zapominają, że dziecku potrzebni są kochający się rodzice.
Przede wszystkim nie można dać się zwariować. Maluch potrzebuje zarówno bliskości z rodzicami, jak i samodzielnego zasypiania. Ważne są właściwe proporcje. Koniecznie rozmawiaj o tym z partnerem. Nie stawiaj go przed faktem dokonanym, mówiąc, że dziś kolejną noc spędzi na kanapie, bo w waszym łóżku będzie spało dziecko. Powiedz mu, że ta sytuacja jest przejściowa. Postarajcie się uzgodnić wspólne stanowisko. Pozwól też, żeby maluszek sypiał czasami obok taty, niech on też go przytula, bo to wzmacnia więź.
Kompromisowym rozwiązaniem może być usypianie dziecka przez mamę, czy tatę, a potem kładzenie go do jego łóżeczka, a wtedy rodzice mogą być już tylko razem. Istnieją jednak sytuacje, kiedy można maluchowi pozwolić spać w łóżku rodziców: jeśli nie może zasnąć, jest przestraszone, ma złe sny, albo kiedy je coś boli, to w ramionach rodziców poczuje się lepiej i bezpieczniej. Bliski kontakt uspokoi je. Nawet jeśli postanowiliście, że już czas, żeby spało oddzielnie, raz na jakiś czas - w wyjątkowych sytuacjach, możesz pozwolić mu przyjść do łóżka rodziców. Warto jednak pamiętać, że maluchy są inteligentne i jeśli zorientują się, że są sytuacje, kiedy rodzice zabierają je do łóżka, mogą zacząć to wykorzystywać i marudzić, żeby wzbudzić litość rodziców i móc spać z nimi.
Jeśli mama spała z dzieckiem i w końcu postanowiła, że nadszedł czas na samodzielne noce malucha, pierwsze chwile mogą być bardzo trudne. Trzeba jednak wiedzieć, że stopniowe rozluźnianie bliskości z mamą jest dla dziecka czymś naturalnym i potrzebnym. Dzieci, które śpią same, są bardziej samodzielne, lepiej przystosowują się w żłobku i przedszkolu. Możesz robić to stopniowo, kiedy powiesz maluchowi, że dziś śpi sam, z pewnością skończy się to płaczem. Możesz posiedzieć z nim zanim zaśnie, a potem iść do swojego łóżka. Najważniejsza w tej sytuacji jest konsekwencja.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum