czytałam o chłopcu z downem, u którego nie można było wytłumić popędu seksualnego i tylko jeden wielki kłopot z tym był.
Ale czy "kłopot" to powód by zabijać? Wygodne życie, bez kłopotów jest ważniejsze niż życie w ogóle?
Nikt nie mówi, że jest lekko. Tak jak pisze Koralina, trzeba uczyć się rozumieć i próbować sobie radzić.
I jeszcze jednego w tej kwestii się boję; może ktoś za jakiś czas wpadnie na to by usuwać w ogóle wszystkie dzieci niepełnosprawne, a dalej - może uśmiercać je jakimś "usypiaczem" po urodzeniu? Bo świat ma być ładny, wygodny, przyjazny dla oka, nie przypominać o bólu, ograniczeniach człowieka... A może za 20 lat jakieś gremium wykształconych profesorów będzie mogło zadecydować czy ktoś z nas, kto dajmy na to, uległ ciężkiemu wypadkowi i będzie już zawsze sparaliżowany, ma prawo pozostać przy życiu czy lepiej też go uśpić? Bo brzydki, bezproduktywny, taki wyrzut sumienia... Nawet łatwo to usprawiedliwić - dobrem rodziny. Bedą szczęśliwi bez uwiązania przy łóżku takiej osoby, nie będą musieli na nią łożyć, opiekować się, podtrzymywać na duchu. Dla mnie zgroza.
Nie chciałbym zginąć dla dobra społeczeństwa "doskonałych" i "bez wad".
Informacje: Wiek: 25 Dołączyła 1495 dni temu Posty: 3058 Skąd: WrocLove
Profil: Imię: Magdalena
Im. dziecka: Wiktor Jan
Nastrój:
Wysłany: 2011-12-01, 21:13
Ja myślę, że tu wcale nie chodzi o społeczeństwo bez wad, bo przeciąż są i takie kobiety, które rodzą świadomie dzieci z zespołem Downa i innymi niepełnosprawnościami i wychowują je, kochają.
Na prawdę takiej aborcji nie potrafię potępić, bo jestem w stanie zrozumieć strach tych kobiet. Sama nie wiem co bym zrobiła gdybym widziała, że moje nienarodzone dziecko jest nieuleczalnie chore. Bo niepełnosprawność jest różna. Są dzieci, które rehabilitacją można wyprowadzić na prostą, a są takie którym żadna rehabilitacja, operacje itp. nie poprawi komfortu życia. Czy to jest ludzkie świadomie pozwolić urodzić się nieuleczalnie choremu dziecku i zadawać mu ból? I jedno i drugie jest złe, a znalezienie dobrego rozwiązania jest bardzo trudne
_________________
Wasze dzieci nie są waszymi dziećmi.
Są synami i córkami powołanymi do życia przez Życie.
Przychodzą przez was, ale nie z was.
I choć są z wami, do was nie należą.
Informacje: Dołączyła 366 dni temu Posty: 610 Skąd: nibylandia.
Profil: Im. dziecka: Żuczek ;*
Nastrój:
Wysłany: 2012-01-04, 12:53
Krówka napisał/a:
Moje dziecko na pewno przyjmie sakramenty dlatego że do pewnego wieku to ja będę decydowała za nie.
Ja też do pewnego wieku będę decydowała za moje dziecko, ale bez przesady.
Pokażę jej gdzie jest kościół, wytłumaczę o co w tym wszystkim chodzi, pójdę z nią kilka razy i niech sama zdecyduje czy jej się spodoba czy nie Jak tak to niech aktywnie uczestniczy i jak chce to niech idzie do komunii - nie to nie, może za kilka lat do tego dorośnie.
Co do bierzmowania to ja też je mam - wzięłam je jako już niewierząca, bo a nuż zachce mi się białej kiecki ale już od kilku lat wiem, że mi się jej nie zachce
Krówka napisał/a:
ja tam nie przysięgam przed bogiem tylko będę przysięgała osobie którą kocham
to taką przysięgę składa się w USC do kościoła idzie się po to, żeby przysięgać przed bogiem
Luka napisał/a:
Znam tylko jedną osobę, która się nawróciła, wychowana w rodzinie niewierzącej. Dzisiaj jest ortodoksyjną katoliczką. Ale to są wyjątki.
Mnie też rodzice do kościoła nie prowadzali, tata, bo nie i już a mama w niedziele pracowała, więc nie miała na to czasu
ale ja chodziłam co niedzielę i w czwartki na msze dla dzieci i młodzieży, uczęszczałam do 'dzieci maryi', dużo czasu spędzałam w domu katechetycznym, wyprowadzałam sztandar przed ołtarz i klęczałam po ponad godzinę, na rekolekcje jeździłam gdzie pierwsze z rana co się robiło to szło na mszę
a teraz jestem pierwszą w rodzinie niewierzącą są też takie wyjątki
W ogóle co do niedziel, w które pracowała moja mama
Pracowała w sklepie ogólnospożywczym zaraz przy kościele i opowiadała mi jak raz po kościele przyszła jakaś babunia i z taką pretensją w głosie zaczęła, że jak one tak mogą w święty dzień mieć otwarte i zasuwać zamiast do kościoła iść
Na to moja mama, że ona z chęcią by sobie do kościoła poszła i spędziła dzień ze swoimi dzieci, ale przychodzą takie stare ci** na zakupy w niedzielę to im szef karze otwierać brutalne, ale prawdziwe, no.
_________________
Stanisław Lem napisał/a:
Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów.
Informacje: Wiek: 25 Dołączyła 1495 dni temu Posty: 3058 Skąd: WrocLove
Profil: Imię: Magdalena
Im. dziecka: Wiktor Jan
Nastrój:
Wysłany: 2012-01-04, 15:09
Laurel mam nadzieję, że tu zaglądasz i pomożesz mi zrozumieć pewną kwestię.
Chrystus mówił: "Ja jestem drogą i prawdą i życiem, nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak TYLKO PRZEZE MNIE". Zawsze księża uczyli nas na religii, że należy przez to rozumieć wiarę i przede wszystkim modlitwę do Chrystusa, prośbę o jego wstawiennictwo.
Jednakże katolicy modlą się do róznych Świętych a szczególnie do Matki Boskiej o wstawiennictwo u Jej Syna itp.
Nie potrafię tego zrozumieć ani się z tym pogodzić. Przecież sam Chrystus mówił, że modlić się można przez niego. NIE BĘDZIESZ MIAŁ BOGÓW CUDZYCH PRZEDE MNĄ.
Ewangelicy, inni protestanci, Jehowi itp. odrzucają świętość Marii, szanują słowa Chrystusa, nie mają modlitw do Matki Boskiej do Świętych tylko do Chrystusa, do Boga.
Wyjaśnij mi to proszę, bo co jestem na mszy to kłócę się ze sobą w myślach
_________________
Wasze dzieci nie są waszymi dziećmi.
Są synami i córkami powołanymi do życia przez Życie.
Przychodzą przez was, ale nie z was.
I choć są z wami, do was nie należą.
Informacje: Wiek: 29 Dołączyła 493 dni temu Posty: 2378
Profil: Nastrój:
Wysłany: 2012-01-04, 15:22
Madź nie jesteś właśnie wyjątkiem. Mam dużo takich znajomych jak Ty. W szkole na religii pilnie się uczyli. Jeździli z nami do Częstochowy, na rekolekcje, co niedziela w kościele, każdy piątek miesiąca u spowiedzi.. itp ale w domu Boga nie było od małego. Dzisiaj mają identyczne podejście jak Ty.
_________________ Jeszcze Cię nie znam, a już Cię kocham....
Najkrócej jak to możliwe:
1. Święty to ktoś, kto osiągnął "szczyty" ducha i żyje w całkowitym zjednoczeniu z Chrystusem - odczuwa, kocha jak On. Wierzymy, że do tego stanu są wezwani wszyscy ludzie przez fakt bycia stworzeniem bożym. Wierzymy także, że po świecie, także teraz chodzą ludzie, którzy już ten stan osiągnęli i mimo doczesnych spraw i trudności, w głębi ducha żyją w pełnym pokoju. Świętym człowiek staje się tylko za życia, nie można stać się świętym po śmierci. Po śmierci można jedynie zostać przez kościół ogłoszonym świętym - kanonizowanym. Nie wchodząc w szczegóły - proces jest bardzo skomplikowany, niektóre trwają nawet po kilkaset lat. Kanonizacja to nie "nadanie" świętości, bo niby jakim prawem ktoś na ziemi miałby "czynić" świętym, kogoś, kto przebywa już przy Bogu? Kanonizacja jest stwierdzeniem, że dana osoba ogląda Boga twarzą w twarz, jest w niebie.
2. Z tego wynika bardzo ważna sprawa: świętych jest mnóstwo! Każdy, kto doszedł do nieba musi być siwety, bo dopóki tego stanu nie osiągnie, nie może oglądać Boga. Kwestia tylko czy osiągnął ów stan już za życia czy po śmierci - oczyścił się w czyśćcu. Stąd 1 listopada przeżywamy, święto wszystkich świętych, a nie zmarłych, jak utarło się mówić - po prostu cieszymy się z tymi wszystkimi, którzy już do nieba doszli, a szczególnie z tymi nieznanymi z imienia i nazwiska, których życie nie jest Kościołowi znane na tyle, by móc bez wątpliwości orzec, że już tam trafili.
3. Mamy więc świętych, o których milczy hagiografia, a których imiona są znane tylko Bogu i kanonizowanych - takich, których On sam zechciał odkryć przed światem i pokazać jak szczególny przykład do naśladowania. Dlaczego ci a nie inni? Nie wiemy. Wierzymy, że Boża Opatrzność na dany czas odkrywa przed naszymi oczami postać człowieka, który w danym momencie ma coś do powiedzenia światu. Tak było ze św. Faustyną i orędziem o Bozym Miłosierdziu tuż przed wybuchem II wojny, tak było ze św. Joanną Berettą, która poświęciła własne życie, by pozwolić dojrzeć poczętemu przez siebie dziecku i urodzić je akurat w czasach, gdy zaczęto krzyczeć o prawie do aborcji.
4. Historia Maryi jest jedyna na przestrzeni dziejów, bo tylko ona spośród ludzi urodziła się bez grzechu pierworodnego, a więc na starcie otrzymała to, do czego święci dochodzili nie raz przez lata z ogromnym poświęceniem. Ona w każdej chwili, bez najmniejszych zakłóceń współodczuwa z Chrystusem, najlepiej spośród istot stworzonych zna Jego serce, pragnie dokładnie tego, co On - dlatego uważamy, że Jej wstawiennictwo jest szczególnie skuteczne, bo to najbliższa Mu ziemska istota.
W Kościele Katolickim też nie modlimy się do Maryi i świętych, ale przez ich wstawiennictwo.
Modlimy się do Boga Ojca przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie. Wraz z nami, zjednoczonymi w kościele na ziemi, modlą się także Maryja i święci niebiescy - w wyznaniu wiary mówimy "wierzę w świętych obcowanie". Ich modlitwa jest skuteczna bardziej niż nasza, bo są bliżej serca Boga, bo stali się do Niego bardziej podobni. Na bardzo podobnej zasadzie możemy poprosić o modlitwę kogoś, kto żyje wśród nas i wiemy, widzimy, że jest przyjacielem Boga, żyje blisko Niego. Zarówno święci kanonizowani byli za życia proszeni o wstawiennictwo i wysłuchiwani bardzo często (choćby o. Pio) jak i dzisiaj Pan Bóg przychyla się do próśb tych, którzy przylgnęli do Niego.
Święty to nie ktoś, kto "odbiera" Bogu Jego świętość i należną mu cześć, to ktoś, kto wskazuje na Najwyższego.
Powiecie mi pewnie, że jest inaczej, że babcie całują obrazki Jana Pawła II, a księża mówią tylko o Maryi? Niech całują, jeśli tak wyraża się ich oddanie i miłość, niech księża mówią, jeśli przez Maryję, pragną wskazać wiernym na Chrystusa. Zdrowa pobożność to taka, w której kult świętych i Matki Bożej nie koncentruje się na nich samych, ale prowadzi do poznania Boga. Maryja nigdy nie zasłaniała swojego Syna (poczytajcie Ewangelię), a zawsze stała w Jego cieniu. Jeśli ktoś pokazuje to inaczej, to się pomylił
Informacje: Wiek: 29 Dołączyła 493 dni temu Posty: 2378
Profil: Nastrój:
Wysłany: 2012-01-05, 20:28
Wiesz Laurel? W szkole podstawowej brakowało nam kogoś takiego jak Ty. Zadawaliśmy księdzu i katechetce pytania a oni nie potrafili na nie odpowiadać.
Zawsze słyszeliśmy tylko "musicie wierzyć, że tak jest i koniec" Nie lubiłam lekcji religii. Więcej mi rodzice przekazali i tłumaczyli niż ksiądz
_________________ Jeszcze Cię nie znam, a już Cię kocham....
Informacje: Wiek: 25 Dołączyła 1495 dni temu Posty: 3058 Skąd: WrocLove
Profil: Imię: Magdalena
Im. dziecka: Wiktor Jan
Nastrój:
Wysłany: 2012-01-05, 22:25
Dzięki Laurel, rozjaśniło mi to nieco umysł. Teraz muszę się z tym "przespać".
Luka masz rację, w szkołach nie ma tak naprawdę odpowiednich osób, które by wyjaśniły wiele spraw klarownie. Idą utartym programem albo mają tak naprawdę zbyt mała wiedzę lub doświadczenie, żeby to jasno przedłożyć.
Ja znów zawsze słyszałam, że źle interpretuję biblię Zbyt dosłownie, zbyt sucho i nie chcę dopuścić do siebie interpretacji kleru. Cóż taka moja durnowata natura.
Ja w domu dyskusji na temat Boga i pewnych prawd nie miałam. Tzn. zostały mi one przekazane, ale wszyscy moi bliscy wierzyli w nie tak jak zostały im "wtłoczone" do głowy chyba nawet nie wiedząc dlaczego jest tak, a nie inaczej.
Chciałabym umieć rozmawiać z moim synem o Bogu. Chciałabym, żeby bez przymusu go Kochał i mu ufał. Ale nie wiem jak to wyjdzie.
Z boku ma głos rozsądku czyli prawie ateistę chrzestnego i rąbniętego ojca, który jak twierdzi kocha szatana No i zostaję tylko cichy głos kobiecy mówiący o miłości do Boga. Ciekawe co z tej mieszanki wyjdzie
_________________
Wasze dzieci nie są waszymi dziećmi.
Są synami i córkami powołanymi do życia przez Życie.
Przychodzą przez was, ale nie z was.
I choć są z wami, do was nie należą.
...ten tekst przydałoby sie mojej cioci przeczytac...
Ona uważa ze jesli ktos nie chodzi do koscioła kazdego dnia plus nie modli co sie wieczór i rano to pojdzie do piekła. I straszy nas tym pieklem co rusz
Albo kolezanka...byłam u niej kiedyś z moja przyjaciółka. Ogladamy film w pokoju obok. Ona wyłacza tv , i kaze nam kleknac , włacza radio i mamy odmawiac koronke.
Dla mnie to niezdrowe.
Dla mnie wiara to nie to ze pojde do koscioła ( bo wypada) i bede sie tam nudzic - bo tak jest czesto.
Dla mnie to modlitwa - rozmowa z Bogiem. Najczesciej w domowym zaciszu.
I ja tak jak Madz
Madź napisał/a:
Ja też do pewnego wieku będę decydowała za moje dziecko, ale bez przesady.
Pokażę jej gdzie jest kościół, wytłumaczę o co w tym wszystkim chodzi, pójdę z nią kilka razy i niech sama zdecyduje czy jej się spodoba czy nie
corka szwagierki ktora ma 7 lat stwerdziła ze nie wie czy pojdzie do komuni. Jej komunia kojarzy sie z ...kasa. Tym ze dzieci chca coraz wiecej. A kazania ja nudza.
Informacje: Dołączyła 366 dni temu Posty: 610 Skąd: nibylandia.
Profil: Im. dziecka: Żuczek ;*
Nastrój:
Wysłany: 2012-02-11, 22:10
Mam pytanie.
Koleżanka ma ślub, ale tylko cywilny. Więc żyje w grzechu i nie może zostać chrzestną.
Ale, zaniedługo ma kolejną sprawę rozwodową, która już na 99% zakończy się rozwodem.
I jak to by wyglądało w tym momencie? Jako rozwódka może już zostać chrzestną czy nadal nie? Mi się wydaje, że może iść do spowiedzi, dostać rozgrzeszenie i zacząć od nowa żyć w pełni po chrześcijańsku, ale nie jestem pewna i nie chcę jej wprowadzać w błąd.
(Dodam, że nie jest w żadnym innym związku poza tym jeszcze małżeńskim i nie mieszka z żadnym facetem, na co wiem, że księża też zwracają uwagę, bo sami mieliśmy problem przy naszym chrzestnym.)
_________________
Stanisław Lem napisał/a:
Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów.
Madź, dokładnie tak jak piszesz. Taka osoba jest traktowana po rozwodzie przez Kościół jako panna. Nie wiem jak formalnie z chrztem, ale jeśli definitywnie rozstała się z tym mężczyzną i z nikim teraz nie żyje, to już może wyspowiadać się i przyjmować Komunię. Pewnie większość księży wolałaby poczekać z chrztem do oficjalnego orzeczenia o rozwodzie, choć tez pewnie nie wszyscy.
Informacje: Dołączyła 366 dni temu Posty: 610 Skąd: nibylandia.
Profil: Im. dziecka: Żuczek ;*
Nastrój:
Wysłany: 2012-02-11, 23:36
Laurel, chrzest byłby i tak po sprawie rozwodowej, która jest praktycznie zakończona, bo rozwód został przeniesiony ze względu na jej dobro ale to tam wszystko głębsze i nie ważne tutaj, tylko na dobre jej to wyjdzie no i zaraz jej napiszę, że dobrze jej mówiłam dzięki wielkie
_________________
Stanisław Lem napisał/a:
Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów.
Chyba najlepiej w tym temacie, tak w ramach ciekawostki, chciałam coś wam pokazać.
Wielokrotnie słyszę opinie, że Kościół dyskryminuje sferę seksualną i denerwuję się wtedy, bo wiem, że ktoś, kto tak twierdzi, po prostu spotkał "dewotów" a nie katolików, bo oficjalna nauka Kościoła własnie seks bardzo dowartościowuje. Mniejsza z tym, do rzeczy
Ostatnio pojawił się sklep z akcesoriami do życia intymnego adresowany do katolików. Oczywiście konserwatyści strasznie się oburzyli na taką inicjatywę i im odpowiada pewien zakonnik. Wklejam fragmenty wywiadu, a nazwę sklepu wymażę, żeby reklamy nie robić
Poczytajcie, choćby by rozszerzyć horyzonty i dowiedzieć się jak jest naprawdę
Czy katolikom rzeczywiście potrzebne są te wszystkie lubrykanty, żele do masażu, seksowne bielizny?
Byłoby rzeczą nienormalną, gdyby mąż nigdy nie kupił żonie jakiejś ładnej bielizny, albo nie zabrał jej do sklepu, by sama sobie coś wybrała jako prezent dla niej. Ludzie starają się ładnie ubierać, dbając o swój wygląd nie powinni też zapominać o troskę o siebie w w kontekście seksualnym. Normalne małżeństwo powinno dbać o wystrój swojej sypialni. Katolicy nie śpią w jakimś barłogu, bo jest to wyjątkowa przestrzeń miłości małżeńskiej. Trzeba mieć niepoukładane w głowie, żeby kwestionować wartość wystroju sypialni małżeńskiej, bo alternatywą nie jest spanie „byle gdzie” i „byle jak”. Co to ma wspólnego z chrześcijaństwem? Co ma wspólnego ładna pościel albo perfumy? Czy chrześcijaństwo musi być smutne i brzydkie?
Weźmy żele intymne. Przecież jest wiele problemów z podjęciem współżycia z powodu bólu w jego trakcie, suchości w czasie niepłodnym. Jeżeli propagujemy pełny akt seksualny, jesteśmy przeciwni stosunkom przerywanym, to dlaczego nie pokazać ludziom, że są żele, które mogą pomóc we współżyciu seksualnym i mogą je znacznie ułatwić? Ludzie o takich żelach w ogóle nie wiedzą. Potem żona unika współżycia i zaczynają się konflikty w małżeństwie a nawet grzechy. A jak ktoś potrzebuje aparatu do określania fazy niepłodnej, bo nie radzi sobie z klasycznymi metodami NPR? To co lepiej, aby stosował pigułkę hormonalną? Ile osób wie o takich wynalazkach? Gdy żona kupuje balsam do ciała mówi mężowi „kocham Cię, zależy mi na Tobie, chcę o Ciebie dbać, chcę się starać” albo „potrzebuję, abyś mnie dłużej i staranniej pieścił”. To jest złe? Jeśli ktoś jest nienormalny, to wszystko zohydzi, sprowadzi do sex shopu, do rozerotyzowania, erotyki poza miłością i więzią.
Współżycie seksualne jest ważnym elementem realizacji sakramentu małżeństwa i jeżeli uważa się je za wielkie dobro, wartość, to dba się o piękno tego wydarzenia. Troska o to, by współżycie seksualne dawało wzajemną satysfakcję jest wyrazem miłości.
Dlaczego tak jest, że „katole” burzą się na tego typu oferty? Gadżety, które mają ułatwić współżycie wywołują albo pąsowy rumieniec na twarzy albo święte oburzenie. Ojca książki – nazywane chrześcijańską Kamasutrą – też wielu gorszą. Dlaczego?
Bo tacy ludzie nie kochają! Oni nie kochają swoich współmałżonków, kochają ideologię, udają, że są bardzo porządni, a nie przejdzie im przez głowę myśl, jak upiększyć nasze wspólne życie, także seksualne. Jak pomóc, by obojgu było lepiej, milej, przyjemniej, żeby mogli poprzez ładne prezenty pokazać, że są dla siebie cenni, drodzy, że się szanują.
Ważniejsza dla nich zdaje się krytyka rozwodów i w ogóle wszelkiego zła niż profilaktyczna pomoc. Łatwiej chodzić w aurze świętości przy ludziach, którym życie się nie udało niż udawać świętego przy małżeństwie mającym zdrową, pełną troski relację, dbającym o siebie także w sypialni, cieszącym się swoim życiem seksualnym.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum