Taka jest prawda,że jak się zobaczy dzidziusia to aż płakać się chce ze szczęścia i automatycznie zapomina się o bólach,nerwach,strachu. Dacie radę.POZDRAWIAM !!!
a ja sie będe upierala przy tym, ze o bólu nie kazda zapomina. Pojawienie sie na świecie Szymka nie sprawiło ze zapomnialam o porodzie. Bardzo długo go przeżywałam.
Informacje: Wiek: 28 Dołączyła 1419 dni temu Posty: 1780
Profil: Nastrój:
Wysłany: 2009-08-22, 17:18
No to chyba czas najwyzszy na moje "jak to bylo..." bo jeszcze troche i zapomne
Ja wiecie u mnie zaczelo sie od odjscia wod. W nocy poszlam do toalety i kiedy kladlam sie ponownie spac cos jakby we mnie peklo i poczulam,ze zaraz cos ze mnie poleci - wstalam z lozka no i chluslo
Obudzilam meza i zadzwonilam do szpitala. Wiedzialam,ze mam czekac na skurcze i do szpitala poki co sie nie wybieralam,ale zadzwonilam zeby ich poinformowac i sie dopytac co i jak. Byla 4ta rano i polozna na dyzurze powiedziala,ze jesli wody sa czyste to mam sie polozyc i pospac troche zeby miec sily na pozniej Powiedziala tez,ze jesli chcemy sie upewnic ze to napewno wody i ze wszystko jest ok to mozemy przyjechac w kazdej chwili.
W zwiazku z tym,ze wody byly czyste i skurczy nie mialam polozylam sie spac,ale niestety sen nie nadchodzil - zreszta watpie zeby ktos w takiej sytuacji byl w stanie isc dalej spac O 6ej pojechalismy do szpitala zeby sprawdzic czy wszystko ok z tymi wodami - chlustalo ze nie i chlustalo i zauwazylam mal smuzki krwi (chyba kawalki czopa) wiec wolalam sprawdzic czy wszystko ok. W szpitalu pani sparwdzila moje widy i mocz i powiedziala,ze wszystko jest w porzadeczku i mam wracac do domciu wziasc kapiel i czekac na skurcze.
Czekalam do 13ej. Pierwsze skurcze trwaly po ok 40sekund i pojawialy sie co jakies 7 do 5 minut. Ja lezalam na kanapie,a Lukasz siedzial ze stoperem w reku Gdzies kiedys czytalam,ze ciela kapiel przyspiesza skurcze wiec poszlam sie kapac (Lukasz ze stoprem w reku siedzal obok wanny) i juz w wannie skurcze nasilily sie i odstepy skrucily sie do ok.3 minut miedzy jednym,a drugim. Bylo po15ej kiedy wyruszylismy do szpitala juz z torbami i skurczami co 2 minuty. W szpitalu dali nam pokoj i praktykantka polozna siedziala z nami i mierzyla czas i odstepy miedzy skurczami.Sprawdzila mi rozwarcie i bylo na 6cm wiec jeszcze 4 byly przed nami na tym etapie bolalo juz coraz mocniej i coraz dluzej ale ze w planie porodu napisalam sobie,ze nie chce znieczulenia chyba ze bedzie barrrdzo bolalo - to mi nic jeszcze nie chcieli dac,ale okolo 18ej zaczely sie bole parte i wowczas poprosilam o gaz znieczulajacy.Spytalam sie czy moge juz przec,a one bez sprawdzania czy mam pelne rozwarcie powiedzilay,ze jesli czuje ze musz to mam przec. Na tym etapie bylam juz na gazie i momentami miedzy jednym skurczem a drugim mialam wrazenie,ze odlatuje Nie wiem ktora byla godzina jak polozna powiedziala ze zaczynamy rodzic,ale wiem ze juz troche to trwalo. Ulozyla mi wielka poduche na podlodze,przygasily swiatla i usiadly naprzeciwko mnie z latarka Okolo 21ej wciaz parlam,polozne widzialy juz glowke zagladajac miedzy moje nogi z latarka,ale mimo tego ze parlam z calej sily Dawid stal w miejscu.Na tym etapie bolalo juz msakarycznie i gaz nie pomagal,ale malpy nie chcialy mi dac nic mocneijszego bo twierdzily,ze swietnie mi idzie i ze skoro porod do tej pory naturalny to zeby tak trzymac do konca. Polzone skonczyly zmaine i poszly do domu,a ja dalej musialam przec z Dawidem w polowie drogi - stanal w tym miejscu gdzie jest prog i mimo ze parlam z calutkich sil to za kazdym razem jak konczylam przec on sie cofal znow do tylu. Pamietam,ze patrzylam co chwile na zegarek,bo moja mama byla w drodze do Angli i miala byc na miejscu ok.3ej nad ranem i ja liczylam na to,ze do tego czasu bedziemy juz w domu (bo tu wypuszczaja po kilku godzinach po porodzie jesli wszystko jest ok).Po 22ej wymiekalam juz bolu,Dawid nadal stal w miejscu ja nadal musialam przec i na tym etapie bylo juz zapono na epidural.Caly czas polozne chwalily mnie,ze swietnie sobie radze itd,Lukasz caly czas mnie wpsieral ale ja juz nie wytrzymywalam z bolu. Mimo tego,ze parlam z calych sil Dawid nad tkwil w tym samym miejscu,zabrali mnie na inna sale,podlaczyli pod ktg i wezwali lekarza. Lekarz stwierdzil,ze maly sie nieprawidlowo ulozyl glowka i probowal go przekrecic.Po kilku probach lekarz oznajmil mi,ze biora mnie na sale operacyna i albo zrobi ami cesarke albo porod kleszczowy. Decyzja nalezala do nich,ja nie mialam nic do gadania Zabrali mnie na sale i dali znieczulenie w kregoslup,tazke nie czulam nic od piersi w dol. Lukasz siedzial caly czas obok mnie i trzymal mnie caly czas za reke,oboje bylismy na tym etapie pelni strachu i nie wiedzielismy do konca co sie dzieje. Lekarze postawili na porod kleszczowy,kazali mi jeszcze przec co nie bylo latwe kiedy sie nie mialo czucia,ale staral sie jak mozna. dawidka wyciagalo dwoch lekarzy,bo jeden nie dal rady.Kiedy go wyjeli polozyli mi go na brzuchu,ale tak ze widzialam tylko kawalek jego pleckow i tyl jego glowki.Uslyszelismy jego krzyk i juz za chwile zabrali go i przez jakis czas go nie przynosili nic nam nie mowiac.Kiedy ich zapytalam gdzie mpje dziecko i czy wszystko dobrze,powiedzieli ze wszytsko w porzadku i ze zawsze zabieraja dziecko przy takim porodzie. Po jakims czasie polozna przyniosla nam Dawidka,dala go Lukaszowi w ramiona (ja lezac plasko na lozku nie bardzo bylam w stanie go wziasc i bardzo mi przykro ze wlasnie tak wyszlo,bo zupelnie inaczej sobie ta chwile wyobrazlalam) i powiedziala nam,ze Dawidek wazy 4900 i dostal po 9 punktow w 1ej i 5ej minucie w skali Apgara. Lukasz tulil go w ramionach, a ja lezalam na lozku obok i plakalm z radosci i ze szczescia. Po jakims czasie Lukasz z Dawidkiem poszedl do innej sali,a mnie zaczeli szyc. Pytalam lekarza,czy bedzie duzo szwow to odpowiedzial,ze tylko kilka,a na drugi dzien polozna mnie poinformowala ze milam ciecie 3ego stopnia - stopnie sa 4 Nie wiem na ile sie rozerwalam,a na ile oni mnie nacieli,ale zszyta jestem az do odbytu i to bylo w tym wszystkim najgorsze.Sam porod i bol jemu towarzyszacy to nic w porownaniu z tym zszyciem i cala reszta szycia dotyczaca.
Ogolnie do rodzenia sie nie zrazilam i napewno bede jeszcze miala dziecko (albo i dzieci) tyle,ze calkiem mozliwe ze nie dane bedzie mi juz rodzic naturalnie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum