Informacje: Wiek: 29 Dołączyła 1638 dni temu Posty: 290 Skąd: Opole/Katowice
Profil: Imię: Izabela
Im. dziecka: Hania
Nastrój:
Wysłany: 2008-12-01, 10:40
Ala to jest chyba tak , że boli cały brzuch, ale najbardziej podbrzusze. Czyli tak jak najmocniejszy ból miesiączkowy pomnóż przez 100 . ( ja też miałam bardzo silne bóle miesiączkowe, też lądowałam na pogotowiu z zastrzykiem nospy w pupę )
Informacje: Wiek: 36 Dołączyła 1392 dni temu Posty: 284 Skąd: łódz
Profil: Imię: Iza
Im. dziecka: Mateusz
Nastrój:
Wysłany: 2008-12-01, 10:41
Ja miesiaczki mialam zawsze bolesne zdarzaly sie wymioty,na twarzy to bylam zielona bardzo bolal mnie w pierwszy dzien wiec tabletka i jezeli to mozliwe lezenie w domku raz byla taka sytuacja ze w pracy zemdlalam tak mnie bolal wiec kazali mi isc do domu i odpoczac.dobrze ze mialam takich wyrozumialych szefow przy porodzie mialam tez bole krzyzowe ale bardziej bolal mnie brzuch caly polozna mi duzo pomagala jak mnie tak bolalo kazala mi wstac i zrobic pozycje kuczna i wziela mnie pod prysznic i faktycznie troszke bylo lepiej
oj ja sie też bym bała położnych. U nas jest jedna taka "małpka" . Koleżanka rodziła i wyła z bólu ...prosiła o cos przeciwbólowego a położna przyszła i powiedziała tak - "kobieto co sie tak wydzierasz, przeciez Ty tylko rodzisz, nie przesadzaj "
Informacje: Wiek: 36 Dołączyła 1392 dni temu Posty: 284 Skąd: łódz
Profil: Imię: Iza
Im. dziecka: Mateusz
Nastrój:
Wysłany: 2008-12-04, 10:07
tosia81 napisał/a:
przyszła i powiedziała tak - "kobieto co sie tak wydzierasz, przeciez Ty tylko rodzisz, nie przesadzaj "
i to sa kobiety polozne z powolania nic tylko wystrzelic w kosmos ja tez jak lezalam to byly takie france zamiast pomoc rodzącej to jeszcze bardziej stresuja :-|dobrze ze trafila mi sie do porodu super babka
Informacje: Wiek: 29 Dołączyła 1638 dni temu Posty: 290 Skąd: Opole/Katowice
Profil: Imię: Izabela
Im. dziecka: Hania
Nastrój:
Wysłany: 2008-12-04, 11:03
Ja słyszałam o przypadku, jak przyjeżdza dziewczyna w bólach, a lekarka mówi:" OOOOOOO Jezuuuuuuu, następna? ile was rodzi, nawet nie można sobie odpocząć, co chwila coś nooooooo "
No i ja ise boję, że palnę coś konkretnego takiej babie jak mnie tak potraktuje - a to z kolei nie wpłynie dobrze na przebieg reszty porodu, bo mnie oleje. Póki co staram sie jednak byc dobrej myśli.
Informacje: Wiek: 28 Dołączyła 1419 dni temu Posty: 1780
Profil: Nastrój:
Wysłany: 2008-12-04, 11:11
Alicja,mysle ze gdybys cos takiej odpowiedzila to wlasnie by sie toba konkretnie zajela,a swoja droga co to za podejscie lekarki? Jak jej sie zawod znudzil to niech zmieni,a nie rodzacej kobiecie stresow dodaje.
Informacje: Wiek: 36 Dołączyła 1392 dni temu Posty: 284 Skąd: łódz
Profil: Imię: Iza
Im. dziecka: Mateusz
Nastrój:
Wysłany: 2008-12-04, 11:30
Ja jestem bardzo wybuchową osobą jak mnie cos lub ktos zdenerwuje to cięzko z tą osobą boje sie wlasnie zebym czegos nie palnela przy nastepnej ciazy poloznej lub lekarzowi
Informacje: Wiek: 30 Dołączyła 1639 dni temu Posty: 4459
Profil:
Wysłany: 2008-12-04, 14:14
a u nas w szpitalu podobno są b. fajne położne, słyszałam z różnych źródeł i póki co się nie martwię, że trafię na jakąś zołzę. jestem pozytywnie nastawiona
Profil: Imię: Kasia
Im. dziecka: Nataniel, Alan
Nastrój:
Wysłany: 2008-12-19, 19:15
Z nami było tak:
W niedzielę cały dzień jakoś tak dziwnie się czułam, zmęczona bardziej byłam i obolała, a tu mąż wyskakuje mi z tekstem, że znajomi wpadną na chwilkę z córeczkami naszego szczeniaka zobaczyć. Zwlokłam się z łóżka, doprowadziłam do porządku, ogarnęłam pokój. Znajomi przyjechali posiedzieli z godzinkę, ja dostałam ptasie mleczko, więc się nim objadłam:). Koło 16 poszłam robić obiad, smażę rybę i jakieś takie bóle czuję od brzucha do pleców, co jakiś czas. Bóle po pewnym czasie zaczęły robić się coraz mocniejsze najbardziej dawały mi się we znaki plecy!!! Około 18 poszłam wziąć kąpiel myślałam, że może przejdzie, ale gdzie tam bóle skurcze coraz mocniejsze i regularne. Zaczęłam liczyć, co 15 potem, co 10 min. Mówię do męża idź weź prysznic, bo chyba do szpitala pojedziemy on takie oczy i pędem do łazienki ja w tym czasie ubrałam się spakowałam resztę rzeczy, dokumenty i koło 20 pojechaliśmy. W szpitalu lekarka mnie zbadała i gada, że nie wie, co ma ze mną zrobić, bo rozwarcie 1 cm po każdej stronie i czy na porodówkę dąć mnie czy na patologie położyć?!?! Stwierdziła, że jeszcze ktg podłączy i zobaczymy jak skurcze. Po 15 min przyszła i oczy wielkie zrobiła, bo skurcze, na maksa, no i mówi ze jednak na porodówkę, ze dostane jeszcze zastrzyk i zobaczymy czy cos się ruszy czy wyciszy. Zastrzyk dostałam, położyli mnie na sali przedporodowej- leżeć nie musiałam mogłam chodzić, godzinkę z położna pogadałam, skurcze w miedzy czasie były bez zmian nawet trochę większe średnio, co 5 – 7 min. Przed 23 przyszedł lekarz mnie zbadać i gada, że rozwarcie na 3,5 i mogę zacząć się szykować, na blok porodowy. Położna mówi ze mam czas do 24 a w miedzy czasie mam po męża zadzwonić, prysznic wziąć, pochodzić. Koło 24 weszłam do sali porodowej, przebrałam się w szpitalne ciuszki i w tym samym momencie mężuś się pojawił. Zbadali mnie ponownie – rozwarcie na 5. Podłączyli do ktg i komputerów. Przebili pęcherz, czułam jak coś ciepłego poleciało po nogach…. Bóle i skurcze zaczęły się nasilać, więc podali mi jakiś przeciwbólowy specyfik- pomógł na jakieś pół godzinki, potem skurcze już mocne, że mężuś rękę to miał chyba obolała, bo mu ja ściskałam z każdym skurczem. A on dzielnie siedział i rozmawiał ze mną, mówił, kiedy skurcz się zbliża, po włoskach gładził- kochany, bez niego byłoby ciężko… Położna zaglądała do sali, co jakiś czas- mogliśmy mieć trochę więcej prywatności, bo samiusieńka jedna rodziłam na całej porodówce, a na monitorach i tak wszystko widzieli. Po którymś skurczu mówię do mojego męża idź i powiedz żeby mi dali coś na ten ból, bo padnę… położna, że już nie można i pyta się czy czuje może tak jakbym chciała już przeć??? Ja, że nie, no wiec ona ze to jeszcze trochę i wyszła z sali do sąsiedniego pokoju. Nie minęły 2 mina ja jak na komendę bóle parte czuję, więc do męża mówię: powiedz, że ma wracać, bo ja już chce przeć. Weszła zbadała mnie i oczy zrobiła jak 5 zł. Rozwarcie na 9, poruszała trochę i już było 10!!! I nagle jak za dotknięciem różdżki na sali pojawiło się mnóstwo osób. Położna znieczuliła mnie miejscowo i nacięła krocze. A potem położna mówi to teraz tak na próbę jak skurcz będzie to poprzyj sobie lekko… No to prę… a ona zaraz w panice do koleżanki krzyczy, że już główkę widać a ona nie ma zestawu przygotowanego!!! Potem były chyba 2 mocniejsze parcia jeszcze i główka wyszła J położna powiedziała żebym teraz nie parła, bo pępowina wokół szyi jest owinięta, odwinęła pępowinę i mówi no to przyj a ja przecież nie mam skurczu. Na to lekarka to nic musisz przeć, bo skurcze masz za rzadko a my nie możemy tyle jeszcze czekać z maluchem!!! No wiec parłam i zaraz chlup i maluch wyładował mi na piersi J, taki mały oślizgły bąbel, otworzył oczy, ja patrzę na niego widzę, że oddycha, więc spokojnie pytam neonatolog czemu nie płacze?? A ona, że zaraz zacznie no i rzeczywiście po chwili słyszę wrzask…
W sumie wszystko trwało jakieś 5 h, sam pobyt na porodówce 1,5h wszyscy lekarze byli zaskoczenie ze tak szybko nam poszło i to za pierwszym razem!!!
Potem jeszcze łożysko urodziłam, ale praktycznie nie wiem, kiedy?!? No i było jeszcze szycie, raz tylko poczułam igiełkę, a tak to bez bólu się obyło- może, dlatego ze ponoć nie duże było.
Podsumowując bo rozpisałam się strasznie: trzymam w ramionach najlepszą część mnie i męża, a ból… tego już nie pamiętam J
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum