Profil: Imię: Kasia
Im. dziecka: Nataniel, Alan
Nastrój:
Wysłany: 2009-12-21, 21:38
w sumie to ciężko mi się wypowiadać w tej kwestii ale myślę, że tu nie chodzi o ilość osób wychowujących, a o ich jakość jak można tak się wyrazić. Dziecku przede wszystkim potrzeba miłości i czułości, wyrozumiałości i cierlpiwości...
Informacje: Wiek: 30 Dołączyła 769 dni temu Posty: 2694 Skąd: Kraków
Profil: Imię: Ania
Im. dziecka: Zosia, Filip
Nastrój:
Wysłany: 2010-01-02, 22:22
Dadzą, choć wymaga to od nich ponad podwójnych nakładów - bo niełatwo jest zastąpic rodzica przeciwnej płci. A jeśli weźmie się pod uwagę to, że coraz częściej pełne rodziny nie radzą sobie z wychowywaniem dzieci...
Wszystko zależy od tego, ile z siebie dadzą.
_________________ "Bo istnieją gwiazdy i niebieskie kraby pustelniki"
Dokładnie, zgadzam się z Aniusią. Życie nie jest łatwe i potrzeba na nie pieniędzy, zwłaszcza przy maluchu, a socjale u nas zbyt małe, by wyrównać brak rodzica. Różnie może być, może przez jakiś czas nie będziesz mogła pracować, może się zdarzyć, czego ci, kochana, absolutnie nie życzę, że z pracą różnie bywa... A dziecko rośnie, jeść musi, ubrać się też, czasem zachoruje. Twój syn po prostu ma prawo do świadczeń ze strony ojca.
A jak sobie teraz radzisz?
Informacje: Wiek: 25 Dołączyła 1394 dni temu Posty: 2648 Skąd: WrocLove
Profil: Imię: Magdalena
Im. dziecka: Wiktor Jan
Nastrój:
Wysłany: 2010-11-03, 21:04
No cóż póki co finansowo całkiem sama sobie radzę. S. dziecko uznał, ale na dobrą sprawę w D... je ma nadal i ciągle powtarza mi, że to i tak nie jego syn. Przez niego jestem już wykończona psychicznie i jadę na tabletkach uspokajających, ale chyba będę musiała pójść do specjalisty po jakieś antydepresanty, bo to co się ze mną dzieje po porodzie jest straszne.
Czuję się ciągle zmęczona i nic nie sprawia mi radości. Czuję miłość do mojego dziecka, ale jednocześnie smutek i głupie wrażenie, że jestem okropną matką i sobie nie radzę...
Informacje: Wiek: 25 Dołączyła 641 dni temu Posty: 1362
Profil: Imię: Kasia
Im. dziecka: Agatka
Nastrój:
Wysłany: 2010-11-04, 06:08
LeeLoo, pewnie jest Ci bardzo ciężko zajmować się maluszkiem, nic dziwnego, że jesteś zmęczona, przecież sama robisz wszystko. Ale właśnie dlatego jesteś super mamą - mimo braku pomocy od ojca dziecka, świetnie sobie radzisz, masz cudnego synka i to jest najważniejsze. Powiedz mi, masz jakieś wsparcie w rodzinie? Czy jesteś zdana tylko na siebie?
Informacje: Wiek: 22 Dołączyła 709 dni temu Posty: 1047 Skąd: Kraków
Profil: Imię: Karolina
Im. dziecka: Gabriel
Nastrój:
Wysłany: 2010-11-04, 15:23
LeeLoo chociaż może ci się wydawać, że jesteś złą matka, że coś robisz nie tak, to nie prawda, jesteś cudną mamą i kochasz najbardziej na świecie swojego synka.
Moje początki też nie były łatwe, zwłaszcza jak D wyjechał, nie miałam komu się wypłakać i przytulić. Ale dasz sobie radę, jesteś silna. I wiedz, że Cię podziwiam.
_________________ Gabriel Sebastian
ur. 27.08.2010 godzina 1:15
43cm, 1900g
LeeLoo, jesteś dzielna. Kiedy czasem dopada cię dołek, przejrzyj sobie swoje posty z czasu ciąży i przypomnij sobie jak bardzo czekałaś na synka. Ja czytałam część, więc pamiętam A on to czuje
Jak już wszystko w miarę ci się poukłada, na pewno odzyskasz formę. Myśl o sobie, postaraj się o jakąś małą przyjemność, kąpiel, wieczór z książką, coś dobrego do jedzenia... Cóż, czasem życie nas pokopie, ale wierz mi, choć teraz pewnie ci ciężko, czasem przynosi też niesamowite niespodzianki. To zazwyczaj dzieje się na przemian, więc wkrótce pewnie i ty się uśmiechniesz.
Profil: Imię: Kasia
Im. dziecka: Nataniel, Alan
Nastrój:
Wysłany: 2010-11-04, 16:25
a jak się czuje mały, jak wyniki??? byłaś u neurologa, prawidłowo się rozwija??? no skoro tata uznał dzieko to niech teraz łoży na nie, a jak nie to daj sprawę do sądu o alimenty...
a spotykasz sie z nim nadal??
p.s. zielonki może przenieś ostatnie posty do samotna mama albo LeeLoo możesz założyć swój watek
Informacje: Wiek: 25 Dołączyła 1394 dni temu Posty: 2648 Skąd: WrocLove
Profil: Imię: Magdalena
Im. dziecka: Wiktor Jan
Nastrój:
Wysłany: 2010-11-04, 20:01
No to ja już pisze w tym temacie
Wsparcie w rodzinie mam ogromne. Mieszkam z mamą i jej rodzicami, wszyscy mi pomagają. Mama mimo swojej choroby (epilepsja) i strachu, że w ataku zrobi coś wnusiowi, stara się przemóc i pomaga mi przy nim jak może. Babcia też mimo swoich 71lat zajmuje się maluszkiem, razem ze mną go kompie, w nocy wstaje pomagać mi przy karmieniu (ona szykuję mleko, a ja karmię maluszka albo karze mi go tylko przewinąć i iść spać dalej).
Jednak atmosfera w domu jest strasznie napięta. Finanse nas dobijają, ja dostaję ładny macierzyński, ale na lekarzy idzie sporo kasy, na mleko apteczne (pod koniec tego miesiąca będziemy próbować już przejść na NAN Pro), pampki, ubranka bo mały super szybko z nich wyrasta (już waży 4800gram ), a oprócz tego muszę uzbierać na opłacenie ostatniego semestru nauki.
Babcia mnóstwo kasy popłynęła z mamą jak leżałam w szpitalu, codziennie do mnie jeździły, traciły kasę na benzynę, owoce dla mnie itp. Mama też w miarę możliwości dopomaga mi finansowo.
Dodatkowo dobija mnie stan zdrowia mojego dziadka, nabawił się poważnej choroby płuc, od ostatniego Bożego Narodzenia strasznie podupadł na zdrowiu, praktycznie teraz jest dla babci drugim dzieckiem, traci pamięć i trzeba go pilnować przy braniu leków, wszystko pod nos podstawić (a przed rozchorowaniem się śmigał jak mały samochodzik), pomóc mu przy kąpieli itp. Jest strasznie słaby i jak na to patrzę to jestem dodatkowo załamana, bo ja go tak bardzo kocham, zawsze był moim autorytetem, ostoją i życiową mądrością, a teraz
No i pożalę się też na swój stan zdrowia. Nadciśnienie z ciąży zostało, w ogóle od porodu chodzę wciąż taka otępiała, o wszystkim zapominam, na niczym nie mogę się skupić, mimo iż biorę leki na nadciśnienie to nadal odczuwam ból w klatce piersiowej. W tym miesiącu czeka mnie mnóstwo badań kardiologicznych, aż się boję, że to nadciśnienie i ten straszny skok ciśnienia przy porodzie mógł uszkodzić moje serce...
A jak wiadomo muszę być na pełnych obrotach, małe dziecko w domu, oprócz tego co dwa tygodnie na zjazdy do szkoły jeżdżę, ostatni rok w szkole to mam mnóstwo nauki i dodatkowo trzeba znaleźć czas na pisanie pracy licencjackiej.
Tatuś malutkiego to porażka. Nie zabraniam mu kontaktu z małym, jak przyjeżdża do niego to niby go tak tula i gada do niego i jest ok, ale tylko zamknie drzwi i zaraz teksty, że to nie jego, że on łaskawie go uznał. Kasy póki co żadnej u niego nie zobaczyłam, jeszcze ma u mnie długu prawie 500zł z czasu ciąży, bo mu pożyczałam jak wybierał się do pracy na badania, dojazdy, kasę na jedzenie.
On wykańcza mnie tym wszystkim psychicznie, czuję się taka strasznie niestabilna emocjonalnie, ale jednocześnie pragnę żeby moje dziecko miał kontakt z nim w końcu to jego ojciec jaki by nie był w stosunku do mnie. Teraz to już całkiem nigdy się od niego nie uwolnię i powiem szczerze zastanawiam się czy nie popełniłam wielkiego błędu decydując się na danie mu jego nazwiska. A sprawa o alimenty odpada, on wyciągnął by na wierzch wszystkie brudy, zna też mój stan psychiczny, zrobiłby ze mnie wariatkę i jeszcze odebrałby dziecko. Póki co tańczę tak jak mi gra, bo boję się też żeby na złość mi sam nie założył sprawy o odebranie mi praw do małego. Może kiedyś starczy mi sił na przezwyciężenie strachu przed nim
Wszystko jest dla mnie takie trudne, wierzcie mi że to już nie jest zwykły baby blues tylko ewidentna depresja poporodowa... Daje sobie jeszcze trochę czasu, póki hormony nie wrócą do normy, a jak nic się nie zmieni to muszę się przejść do jakiegoś specjalisty, bo wszystko, totalnie wszystko mnie drażni i boję się, że wyląduję przez to w psychiatryku...
A zdrowie maluszka... Dziś byliśmy u nefrologa skonsultować to poszerzenie miedniczki nerki lewej. Bardzo miła babka, ale tylko go obejrzała, kazała co 3tyg. robić badanie ogólne moczu, co 6tyg, posiew moczu i zawsze przed wizytą u niej USG jamy brzusznej, żeby sprawdzić czy poszerzenie się nie powiększa. Oczywiście jak stwierdziła póki co wszystko do obserwacji, bo teraz jest dobrze ale w każdej chwili może być źle. Jeszcze wymyśliła sobie, że mam kupić ciśnieniomierz dla niemowlaka i mu ciśnienie mierzyć, bo może po mnie mieć nadciśnienie. (śmieszna jakaś, bo ona sama mu nie mogła zmierzyć i dosłyszeć to po pierwsze a po drugie ja przed ciążą miała lekkie nadciśnienie z powodu nadwagi, a w ciąży nadciśnienie indukowane ciążą, więc o dziedziczne nie jest).
Oprócz tego dziś zrobiliśmy USG główki po tym wylewie. Obszar uszkodzony w lewej komorze mózgu ma wymiary 0,9x0,6cm i według niej to stan po wylewie nie II stopnia a II/III. Dodatkowo zauważyła jakieś torbiele pajęczynówki w tej lewej komorze, ale jak stwierdziła one pojawiają się także u zdrowych ludzi i nie powinny wpływać na rozwój Wiktorka. Nie chciała nic mówić co może być zaburzone przy uszkodzeniu tej części mózgu, powiedziała, że u takich maluszków mogą powstać w innym miejscu mózgu te połączenia, które zostały uszkodzone i nie ma co gdybać. Mamy być pod kontrolą neurologa i on ma to obserwować. A najlepsza we Wrocławiu neurolog powiedziała, że mamy pilnować symetrii (pokazała ćwiczenia, żeby mały kład główkę na drugą stronę, bo póki co upodobał sobie prawą...) i obserwować się u pediatry. Dopiero jeśli pediatra zauważy jakieś odchylenia ma nas znów skierować do neurologa.
No i takie czekanie, napięcie i myślenie czy mały będzie dobrze się rozwijał dodatkowo pogłębia mój zły stan psychiczny.
Kochana jesteście teraz wszyscy w bardzo trudnej sytuacji. Najgorzej ze zdrowie wam wszystkim szwankuje. Nie potrafię nic mądrego powiedzieć. więc jedynie przytulam i trzymam mocno kciuki za coraz jaśniejszą i barwniejszą przyszłość
Co do alimentów. Nie daj sobie wmówić ze on jest w stanie odebrać Ci dziecko! Walcz o alimenty! z czego będziesz żyła za 3 miesiace??? Alimenty w takiej sytuacji (mimo ze w PL godne pożałowania) to priorytet. Wszytskie dowody na jego podłość (np: sms-y) zachowaj koniecznie. Wydatki na dziecko bedziesz musiała udowodnić, zachowaj wiec rachunki (mleko, lekarz, pieluchy itp). Walcz o siebie i dziecko, bez kasy ani rusz.
Profil: Imię: Kasia
Im. dziecka: Nataniel, Alan
Nastrój:
Wysłany: 2010-11-05, 12:21
Popieram Alę jeśli chodzi o sprawy alimentacyjne, cóż Polska to taki dziwny kraj że facet ma marne szanse na samotne wychowywanie dziecka jak jest mama . Pieniądze się przydadzą, zwłaszcza że Ty i mały macie problemy zdrowotne. Powinnaś podjać pewne decyzje prez wzgląd na Wiktorka i się ich trzymać.
Skoro facet jest jaki jest ja bym ucieła wszelkie kontakty z nim
Co do małego to musisz myśłeć pozytywnie, fat jego mózg sie wciaz rozwija więc całkiem prawdopodobne że w razie uszkodzenia inna część przejmie role tej uszkodzonej
No i zadbaj o siebie, bo potrzena synkowi zdrowa i usmiechnieta mama
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum